Spacery po Gdansku





Sopockie molo – Molo, czyli głowica, ostroga i kilometry desek

Choćby nie wiadomo jak lało, wiało, mroziło czy prażyło, spacerowiczów na sopockim molu zawsze można spotkać. Spacer po dechach jest pozycją obowiązkową dla wszystkich, którzy do Sopotu przyjechali. Pogoda nie jest przecież ważna, gdy drewnianym pomostem wypuszcza się na ponad 500 metrów w morze. Zwłaszcza wieczorem, gdy słońce zachodzi nad wodą. Molo wymusza wtedy romantyczny wręcz nastrój, a ci co nie chcą poddać się tej atmosferze marudzą powtarzając słowa Agnieszki Osieckiej, że molo to deska do prasowania wrzucona w morze.
- Jest to jednak deska najdłuższa w Europie – mówi Piotr Mazurek, przewodnik PTTK, z którym dziś zwiedzamy ten jeden z najsłynniejszych sopockich obiektów. – Swój obecny kształt molo zyskało w 1927 roku, gdy ostatecznie wydłużono je do obecnych rozmiarów.
Zanim pomost mógł pochwalić się imponującą długością, musiał wytrzymać nadal skromne początki swej sztywnej, drewnianej egzystencji.
- Początkowo, w latach dwudziestych XIX wieku, był to mały prymitywny pomost, który demontowano na zimę – opowiada Piotr Mazurek. – Spełniał funkcję rybackiej przystani, wykorzystywali go też kuracjusze wynajmujący rybackie łodzie podczas morskich wycieczek.
Po każdorazowej zimowej rozbiórce dobudowywano jednak coraz dłuższy kawałek mola. W czasie wojny jego konserwację całkowicie zaniedbano.
W 1948 roku przyszedł sztorm, który molo zniszczył.
- Władze miasta uznały, że nie należy odbudowywać tego “reliktu burżuazyjnej i niechlubnej przeszłości miasta” – kontynuuje Piotr Mazurek, gdy dochodzimy już do końca “deski prasowalniczej”. – Molo uratowali jego miłośnicy, którzy przekonali prezydenta Bolesława Bieruta, by przekazał środki na jego remont.
Kończymy spacer, stoimy na końcu pomostu, pół kilometa od brzegu. Pod nami 12 metrów wody. Przybrzeżne fale rozbijają się o długie na 23 metry pale wbite w ziemię. To tak zwane sosnowe masztówki, które, żeby utrzymać całą konstrukcję, przywieziono aż spod gór.
Marcin Tymiński

1. Głowica
Ma około 100 metrów i zamyka molo, dla tych, którzy doszli tu od strony brzegu i otwiera dla tych, którzy przypłynęli tu stateczkiem, gdyż głowica spełnia jednocześnie rolę przystani pasażerskiej. Przed wojną do jej pomostów przybijały m.in. statki pasażerskie kursujące na linii Świnoujście-Sopot-Piława-Kłajpeda.

2. Ostroga
Ta równoległa do morskiego brzegu część molu początkowo pełniła funkcję falochronu. Z pozostałą częścią konstrukcji falochron połączono w roku 1927. Dziś ostroga mierzy łącznie 132 metry długości.
- Z ustaleń historyków wynika, że na początku XVIII wieku Rosjanie zbudowali w Sopocie molo służące celom wyłącznie militarnym – opowiada przewodnik. – Z niego ładowali prowiant na wojenne okręty w czasie wielkiej wojny północnej. Wiadomo, że pomost ów Rosjanie spalili. Do dziś jednak nie wiadomo, gdzie stała cała konstrukcja.

3. Trzon mola
Możemy nazwać go też centrum mola. Łącznie liczy 395 metrów długości i 10 metrów szerokości. Kto w sezonie nie chce przepychać się przez tłumy spacerowiczów, (według statystyk maksymalna liczba odwiedzających molo w letnich miesiącach przekracza 50 tysięcy osób), ten może skorzystać z szerokiej nasady mola, tzw. solarium, które ma 54 metry długości i aż 42 metry szerokości. Kto przyjechał do Sopotu się pokazać, ten z tego naturalnego solarium obowiązkowo skorzystać musi.

4. Dom kuracyjny
Dawny Kurhaus wielkim powodzeniem cieszył się nie tylko jako miejsce wypoczynku i rekreacji, gdzie w czasie urlopów powracano do sił. Na początku emocje wzbudzał z całkiem innego powodu. Tu funkcjonowało też pierwsze sopockie kasyno gry. “Spielklub Sopot” początkowo korzystał właśnie z jednej sal Kurhausu. By pozyskać polską klientelę, w kasynie funkcjonowały dwujęzyczne polsko-niemieckie napisy. Ówcześni polscy publicyści zgryźliwie komentowali, “że język polski cieszy się pełnią praw jedynie w szulerni”. Na przełomie 1922 i 1923 roku Kurhaus rozbudowano na potrzeby kasyna. Powstały w nim dwie wielkie hale do gier hazardowych, na wzór tych w Monte Carlo. Kasyno działało przez okrągły rok, a w sezonie zatrudniało łącznie 150 osób.

5. Latarnia morska
W czasie naszego spaceru wysyłała w morską dal słabe światło. Obiekt pełni również funkcję wieży widokowej. Latarnię zbudowano razem z nowym zakładem balneologicznym w latach 1903-1904. Projektanci budowli wpadli na dość ciekawy pomysł, by niezbędny zakładowi komin odpowiednio obudować. Właśnie w ten sposób powstała sopocka latarnia i atrakcyjny punkt widokowy dla ciekawskich i zakochanych. Kto chce podziwiać okolicę z wysokości latarni, musi poczekać do rozpoczęcia sezonu.