Spacery po Gdansku





Nadmorskie klimaty – Czy można nie lubić Sopotu?

Czy można nie lubić Sopotu? Tu przecież każdy czuje się jak u siebie, nawet jeśli granicę miasta przekracza po raz pierwszy. Jest Sopot domem dla kuracjuszy w wieku podeszłym, mekką artystów i snobów oraz klubowiczów z lokali, których nie ma na oficjalnych, rozrywkowych mapach kurortu. Widać w Sopocie gangsterów, upodobali go sobie ci, którzy chcą żyć i kochać nie tak jak większość. Taki Sopot, to jednak letni Sopot, gdzie cały ten różnokolorowy tłum zlewa się na Monciaku. Zimą Sopot przysypia. My zapraszamy na spacer nadmorskim traktem, gdzie zawsze czuć zimny powiew od morza, a jesienią i zimą spotyka się głównie sopockich rezydentów z małymi pieskami po raz kolejny obwąchującymi znajome kąty. Zapraszamy, by iść wolnym, zimowym krokiem i wysłuchać króciutkiej historii miasta, którą opowie Piotr Mazurek, gdański przewodnik PTTK.
- Było w Sopocie na początku XIII wieku 12 zagród i karczma – mówi przewodnik. – W wieku XVI letnie rezydencje budowali tu gdańszczanie. W wieku XVIII wyrastać zaczęły szlacheckie dworki. Samo uzdrowisko powstało dzięki inicjatywie napoleońskiego lekarza – Jana Haffnera.
Krótko? Wystarczy, by w czasie spaceru poczuć sopocki klimat. Nawet wtedy, gdy w śnieżycy zniknie Opera Leśna i hotel Grand…
Marcin Tymiński

1. Fontanna Rybaka
Pierwowzór rybaka który dziś spogląda ponad głowy przechodniów na Monciaku, stał niegdyś w w jednym z ogrodów przy ul. Dworcowej. Figurka ochrzczona imieniem Jaś miała 160 cm wysokości. Replika, po której spływa woda z fontanny ma 240 cm. Pokrywa się Jaś szlachetną patyną i przypomina o korzeniach Sopotu, gdy wzdłuż plaży stały rzędy rybackich łodzi. Dziś po rybakach nie ma już praktycznie śladu, a Jaś obojętnie przygląda się turystom fotografującym się na jego tle i dźwiga na głowie swój kosz z rybami.
Chyba Jasiowi-replice nie znudziły się jeszcze sopockie klimaty, gdyż stoi na Boh. Monte Cassino niecałe 6 lat. Fontannę Jasia odsłonięto uroczyście 5 kwietnia 1998 roku.

2. Grzybki inhalacyjne
- Pierwszy grzybek pojawił się w parku naprzeciwko Łazienek Południowych w czerwcu 1997 roku – opowiada nasz przewodnik.
Spływa z grzybka woda słona, gorzkawa, i nie oszukujmy się, niesmaczna raczej. Czyż może być jednak inaczej, skoro w każdym litrze solankowej wody znajduje się 4,5 grama soli?
Lecznicza woda płynie 839 metrów pod ziemią i pochodzi z osadów triasowych, które mają 70 milionów lat.
Niech wdycha solankę ten, komu dokuczają np. nieżyty górnych dróg oddechowych. Niech kąpie się w niej, kogo dręczy zapalenie stawów. Niewskazane są za to lecznicze rozkosze solanki ludziom po świeżym zawale serca i chorym na dusznicę bolesną.

3. Zakład balneologiczny
Służy i dziś tym, którzy do Sopotu przyjeżdżają, by podreperować zdrowie i nadać nową giętkość poskręcanym i zreumatyzowanym stawom. Najciekawsze jednak są początki zakładu, który u zarania swych dziejów nosił nazwę “kąpielowy”. – Zbudowany został w roku 1819 przez Carla Christopha Wegnera, właściciela jednego z sopockich majątków – mówi Piotr Mazurek. – W maleńkim budyneczku mieściła się kuchenka, w której podgrzewano wodę nabieraną wiadrami z morza. Kuracjusze pławili się w drewnianych wannach w budce nieopodal. Kąpielowej grotesce kres położył kres dopiero dr Haffner, który postanowił z Sopotu uczynić uzdrowisko z prawdziwego zdarzenia.

4. Uliczka wisielców
Także i dziś w kasynie hotelu Grand możemy przepuścić fortunę lub w ciągu jednej nocy stać się ludźmi majętnymi. Fortuna jednak uśmiecha się rzadko, a przy ruletkowych stołach częściej słychać płacz niż krzyki triumfu. Dawnymi czasy ci, którym nie powiodło się, szli za kasyno i na wąskiej uliczce prowadzącej do plaży znajdywali grubą i wygodną gałąź.
Niewykluczone, że podczas spaceru w okolicach kasyna spotkamy smutnego osobnika, który opowie nam historię utraconej fortuny. Jeśli powie, że hazard wykończył go w Spielklub Zoppot w Kasino Hotel znaczyć to będzie, że duch gracza wciąż błąka się w okolicach wisielczej uliczki i sopockiej plaży.

5. Pozostałości Grodziska
- Historycy twierdzą, że na owym wzgórzu już od najdawniejszych czasów istniała osada – Piotr Mazurek opowiada o niewielkim wzgórzu przy końcu ul. Haffnera. – Prawdopodobnie na przełomie IX i X wieku Pomorzanie wznieśli na tym terenie gród otoczony wałem. – Wielokrotnie jego mieszkańcy musieli odpierać ataki np. wikingów, którzy mieli zwyczaj łupić południowe wybrzeże Bałtyku. Ostatecznie z grodem rozprawił się ponoć Mieszko I, który opanował Pomorze Wschodnie.
Płyną parowami przy grodzisku potoki Grodowy i Kamienny. Podobno można przy nich spotkać ducha księżniczki Sopońki, nieszczęśliwej córki jednego z władców Grodziska. Miała się Sopońka utopić z miłości do młodego rybaka. Być może wypatrzą zjawę przyszli mieszkańcy apartamentowca, budującego się w okolicach Grodziska.