Spacery po Gdansku





Maryla Rodowicz i wagnerowscy Goci – Odkrywamy zakamarki Opery Leśnej

Oficjalnie spacerować po terenie sopockiej Opery Leśnej będzie można od maja. My jednak już teraz zapraszamy, by razem z nami odkrywać zakamarki obiektu, gdzie zwłaszcza w czasie słynnego festiwalu, fruwają w górze marynarki a wspaniała publiczność gromkimi brawami równo nagradza wszystkich, bez względu na poziom występu.
A deski opery mogłyby opowiedzieć niejedną historię. Pamiętają zarówno monumentalne wagnerowskie przedstawienia, takie jak: “Tannhauser” czy “Noc Walkirii”, jak i późniejsze występy festiwalowych gwiazdeczek, które w twórczym szale potrafiły spaść ze sceny i połamać nogi. Niejedną historię opowiedziałby klub pod sceną: kto usiadł w torcie, a kto komu naubliżał…
Przerywamy jednak festiwalowe ploteczki, by w czasie spaceru po operowych ścieżkach z ust naszego przewodnika Piotra Mazurka usłyszeć krótką historię operowych śpiewów:
- Wszystko zaczęło się od planów Maxa Woldmanna, sopockiego burmistrza z początku ubiegłego wieku – opowiada nasz przewodnik. – Radni miejscy niechętni byli jego pomysłowi, by wśród sopockich lasów zbudować amfiteatr. Ten jednak nie zrażony malkontentami, zaciągnął pożyczkę i scenę wybudował.
Początkowo obiekt nazywano naturalną sceną w sopockim lesie. Pierwsza premiera na scenie odbyła się 11 sierpnia 1909 roku. Wystawiono wówczas operę romantyczną “Obóz nocny w Grenadzie” Conradina Kreutzera. Na otwarcie przybyły takie tłumy, że brama trzeszczała, a wpływy biletów sprawiły, że burmistrz przestał martwić się o spłatę pożyczki. Wpływy z biletów tylko z trzech pierwszych przedstawień zwróciły koszty urządzenia teatru.
Przed wojną sopocka scena słynęła z wystawnych przedstawień wagnerowskich. Kontynuowano je także w czasie wojny, wówczas jednak miały podsycać niemiecki nacjonalizm. W 1945 roku spłonęła w operze m.in. kurtyna z naturalnego żywopłotu i wyposażenie techniczne.
Potem działo się tu niewiele, aż w latach sześćdziesiątych zaczęły się Międzynarodowe Festiwale Piosenki. Opera rozwinęła skrzydła a tłumy miejscowych i przyjezdnych niezmiennie pasjonują się festiwalem i towarzyszącym mu karnawałem. My zapraszamy na spacer po operze, póki jeszcze cisza w niej gra.
Marcin Tymiński

1. Scena główna
Olbrzymi żółty namiot przykrywający dziś scenę to powojenny pomysł budowniczych opery. W latach sześćdziesiątych rozwiązanie takie było ciekawe i nowoczesne. Wtedy też wybetonowano widownię i ustawiono znane do czasów dzisiejszych ławeczki. Później operę nagłośniono i oświetlono. W takim wystroju publikę cyklicznie podrywa z miejsc Maryla Rodowicz, podobnie jak kilkaset mniej lub bardziej znanych gwiazd. Namiotowy wystrój opery sprawia, że doskonały jest dla gwiazd i szansonistów, bezpowrotnie jednak minęły czasy, gdy w czasie przedstawień na okolicznych wzgórzach szaleli Goci i Walkirie. Teraz wagnerowski lud czy chce, czy nie, musi zmieścić się na scenie.
Niecierpliwi już zapełniają operową widownię, choć do początku sezonu jeszcze sporo czasu.

2. Tło opery z drzewami
- W pierwszym okresie tworzenia opery, główną zasadą było nieingerowanie w piękną, bujnie rozwiniętą roślinność i pozostawienie praktycznie bez zmian drzewostanu i otoczenia – opowiada Piotr Mazurek. – Zdarzało się co prawda, iż na potrzeby konkretnych inscenizacji wykonywano zabudowy, które wkomponowywano w naturalne plenery. Dziś tło opery, nie odgrywa praktycznie żadnego znaczenia przy organizacji festiwali i przedstawień.

3. Budynek filharmonii
W 1993 roku na terenie Opery Leśnej rozpoczęto budowę sali koncertowej – budynku będącego siedzibą Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot, działającej w ramach Bałtyckiej Agencji Artystycznej BART. W wybudowanym obiekcie znajdują się: sala widowiskowa na około 300 osób oraz dwie małe sale na próby. Budynek filharmonii oddano do użytku 24 czerwca 1997 roku.
Sama orkiestra pod batutą Wojciecha Rajskiego zainaugurowała swoją działalność koncertem 30 kwietnia 1982 roku. Po raz pierwszy zagrała w Grand Hotelu. Podobno legendarny Jerzy Waldorff głośno krzyczał podczas tego koncertu “Bravo! Bravissimo!”. Orkiestra Rajskiego osiągnęła z czasem międzynarodową renomę, nagrywając w uznanych wytwórniach płytowych. Do czasu zbudowania siedziby na terenie opery muzycy zmuszeni byli tułać się po całym Trójmieście.

4. Brama wjazdowa do opery
Praktycznie od niej wszystko się zaczyna. Niegdyś z bogatą kamieniarką po bokach, dziś prozaicznie stalowa nie raz musiała wytrzymywać napór miłośników tak muzyki, jak i samych artystów.

5. Hotel Opera
Położony jest prawie u samych stóp opery. Wymarzony zwłaszcza dla tych, którzy np. festiwalowe dźwięki chcą słyszeć z okien własnego pokoju.