Spacery po Gdansku





Zupa dla skazańca – Gdzie jadano w Gdańsku przed wiekami

Przed wojną było w Gdańsku, czy kto uwierzy, czy nie 560 restauracji! A dziś chyba nie ma nawet stu. Kiedyś w restauracjach się bywało, dziś się tam chodzi by coś zjeść, ewentualnie spotkać w interesach. Bywają restauracje już tylko nieuleczalni romantycy.
Ci mogli w przedwojennym Gdańsku pohulać! Legendy krążą o śniadaniowej kawiarence w Dolinie Radości. Stoliczki ustawione na polanie, nieco dalej pasą się krasule… A później przynoszą do chrupiącego chleba dzbanek mleka, jeszcze ciepłego, od krowy. Naprawdę!
- w Gdańsku było wiele miejsc, gdzie można było nieźle zjeść – mówi Piotr Mazurek, przewodnik PTTK. – Rozkwitał już od XV wieku. Zajazdów było od groma. Każdy z nich pełnił niejako funkcję dodatkową. Karczma Jerozolimska na przykład, która stała w okolicach Wisielczej Góry we Wrzeszczu były miejscem ostatniego posiłku skazańców…
Zaledwie kilka lat temu rozebrano Karczmę Oruńską. Konserwator zabytków stwierdził ponoć, że, mimo iż jest obiektem zabytkowym, nie stanowi wartości, by kogoś jeszcze mogła zachwycić.
- Byłą też słynna karczma Na Zakręcie – mówi przewodnik. – Zatrzymywali się tu na posiłek goście przyjeżdżający do Gdańska od strony Żuław. Wiele z tych karczm miało dobrą renomę, ale wiele z nich to były klasyczne mordownie, gdzie pito najgorsze gatunki piwa i wina.
I jeszcze, na koniec, dwa miejsca, które miło wspomnieć: najlepsze gdańskie ciasta kupowano Pod Murzynkiem, a najlepsze gdańskie lody w cukierni Miś…Ale to już wspomnienia powojenne.

1. Restauracja Continental pry hotelu Continental
Stała w miejscu, gdzie dziś mieści się parking przed Urzędem Pracy, ul. 3 maj. Dziś śladu nie ma po tej, jak mówiono “pierwszorzędnej” polskiej knajpie. Legenda głosi, że tak jak u Szmelterów, którzy mieli swój słynny lokal koło dworca i tutaj spotykała się Polonia, tutaj odbywały się wszystkie polonijne uroczystości. To, w Continentalu podawano najsmaczniejsze w Gdańsku ciasta.

2. Karczma pod Jeleniem /ul. Grodzka 16/
Przylegała bezpośrednio do Spichlerza pod Jeleniem. Przetrwałą wszystkie zawieruchy wojenne. Do dziś w sąsiedztwie znajduje się bar, którego właściciele pewnie nie mają świadomości, że grubo wcześniej mieścił się tu także punkt gastronomiczny. Do karczmy tej chodziło się głównie na gdańskie piwo.

3. Restauracja Pod Łososiem /ul. Szeroka 52/
Od stuleci lokal ten był siedzibą słynnej wytwórni likierów Lachs (Łosoś) produkującej Goldwassera, czyli gdańską wódkę złotówkę. – Legenda mówi, że podczas którejś z imprez gdańszczanie, gdy im zabrakło wina poprosili Neptuna, by coś wykombinował – mówi Piotr Mazurek. – I wykombinował. Zamiast wody z fontanny popłynęło wino. Gdańszczanie tak się rozochocili, że zaczęli wrzucać do fontanny złote monety. Neptun z kolei wkurzył się, że kruszcem niszczą tak szlachetny napitek…Wymieszał to wszystko trójzębem i co się okazało? Że wyszedł z tego całkiem niezły trunek…

4. Dwór Artusa
Do XVII wieku było to miejsce spotkań kupców, handlarzy, rajców. Przychodzili tu, by przy kufelku piwa obgadać jakieś interesy. Była to swojska knajpa. Do dziś jest tam pozostałość po piwnym bufecie. Wiele lat później w piwnicach Dworu Artusa stworzono ekskluzywną restaurację Ratskeller.

5. Restauracja Kubicki /ul. Wartka/
Lokal powstał w 1919 roku. Od tamtego czasu wciąż pozostaje w rękach tej samej rodziny.
- Przed wojną nie było to miejsce o dobrej renomie – mówi Piotr Mazurek. – Jak wspominali gdańszczanie jeden po wyjściu z tego lokalu popłynął kanałem Bóg wie gdzie … Można było tu i nożem dostać w bok i szybko otrzeźwieć?