Spacery po Gdansku





Śladami umarłego piękna – Orunia – zapomniana, opuszczona, intygująca

Nie chce żyć, ale i nie chce umrzeć. Takie skojarzenia przychodzą do głowy gdy spaceruje się po uliczkach Oruni. Przecięta na pół Traktem sw. Wojciecha, torami kolejowymi, zniszczona przez powódź, wiedzie swój rachityczny żywot na peryferiach dumnego .miasta. Kto może, odwraca od niej oczy jak od ubogiego krewnego, który ciągle przypomina o sobie natrętną obecnością. Nie da się go pozbyć, więc może lepiej po prostu go polubić? Tak jest też chyba z Orunią.
Nie lubią jej sami mieszkańcy Mój redakcyjny kolega, pisząc pracę magisterską o dzielnicy, przeprowadził wśród nich ankietę. Okazało się, że prawie 90 proc. z nich nie identyfikuje się ze swoją dzielnicą, nie lubi jej i chce się wyprowadzić.
Razem z Piotrem Mazurkiem, gdańskim przewodnikiem PTTK, spacerowaliśmy Orunią gdy padał deszcz, w każdy zakamarek dała wciskało się zimno, a niebo przykryły chmury Chcieliśmy cofnąć się do czasów: gdy Orunią był zamożną dzielnicą, pełną karczm, zadowolonych z żyda mieszczan, eleganckich i schludnych domów Odnaleźliśmy tylko XIX-wiecznego ducha, wyludnionej miejscowość, spalonej przez napoleońską pożogę, zubożoną, nękaną przez wielką wodę, nawiedzającą osadę także w XIX wieku.
Czy wbrew zasadom naszego spaceru zniechęcamy Państwa, by wybrali się w te ponure rejony miasta? Przeciwnie, zapraszamy by na chwilę zwolnić tempo życia i spokojnie przejść się oruńskimi uliczkami. Z pewnością usłyszymy szept dawnych dni. Poszukajmy więc malowniczych strzępów świetność Oruni. Może tkwią one jeszcze wśród murów pooranych przez czas kamienic?

1.Drukarnia polska
Kamienica, która wyróżnia się spośród innych domów na Trakcie św. Wojciecha. Znajdziemy ją od nr. 57. Fasadę budynku zdobią duże posągi mitycznych bogiń. Widać, że dawniej nie mieszkał tu byle kto… Przed wojną znajdowała się tu polska drukarnia Jana Kwiatkowskiego.
Tu wychodziła m.in. “Gazeta Gdańska”, “Dziennik Gdański”, “Straż Gdańska” czy “Rocznik Gdański”.

2. gospoda “Pod kolorowym kozłem”
Zadziorny kozioł fika na samym szczycie budynku. W maleńkim domku nie znajdziemy już jednak szynkarza i podchmielonych biesiadników. Dziś karczma pełni funkcję zwykłego mieszkania. W połowie XIX wieku jej właścicielem był Gerard Zimmerman, a w okresie międzywojennym kupiec Ernst Hoenig. Wtedy też karczma zamieniła się w niewielki sklepik z artykułami kolonialnymi.

3. Kużnia
Budynek z roku 1800. Przypomina miniaturkę domu podcieniowego, jaki możemy znaleźć tuż przy wjeździe do Pruszcza. Jest kuźnia przykładem budownictwa szachulcowego, zwanego popularnie “pruskim murem”. Niegdyś na Oruni powstawało dużo drobnych zakładów przemysłowych. Była w dzielnicy i papownia, i smolarnia, i kaszarnia. Byty także wytwórnia skrzyń i fabryka wyrobów chemicznych produkująca kwas solny, sól glauberską, czyli siarczan sodu oraz czarną farbę wyrabianą z palonej kości słoniowej.

4. Urząd Stanu Cywilnego
Dziś budynek pełni rolę komisariatu policji. Może to i odpowiednie miejsce dla stróżów prawa? Wszak jedna z płaskorzeźb na fasadzie budynku przedstawia Tęmidę? Widać, że zbudowana z czerwonej cegły budowla niegdyś była bogato zdobiona. Świadczą o tym m.in. puste miejsca po herbach na przedniej ścianie komisariatu. Parę starych elementów zachowało się także wewnątrz, m.in. stiuki.

5. Pralnia i farbiarnia firmy Kratz
Kolejna pamiątka po “przemysłowym”okresie Oruni. Wysoki komin czerwonej cegły, ledwo widoczny na szczycie budynku napis świadczący o dawnym przeznaczeniu. Po wojnie dalej u Kratza prano, .nikt jednak o starych właścicielach zakładu nie myślał. Znajdował się tu państwowy zakład pralniczy “Śnieżka”. Teraz budynek stoi zdewastowany i pusty.

Piotr Mazurek
gdański przewodnik PTTK
- Niegdyś Orunia, największa wieś w Prusach, karczmami stalą. Ostatnie z nich wyburzono całkiem niedawno. Te stojące przy Trakcie św. Wojciecha wtopiły się w krajobraz ulicy, dziś to zwykle komunalne domy. W dzielnicy jednak zachowało się sporo zabytkowych obiektów. W czasie dzisiejszego spaceru opowiadamy o paru z nich. W czasie kolejnych wycieczek na pewno jeszcze na Orunię wrócimy, bo warto odkrywać ją wciąż na nowo. By zobaczyć dzielnicę inną niż wszystkie, wystarczy tylko zjechać z Traktu św. Wojciecha.