Spacery po Gdansku





Na sanki … panie, panowie – Tam, gdzie mieszkali biedni i wypoczywali bogaci

Dzisiejszy spacer ponownie zaczynamy w okolicach gdańskiego Grodziska. Stoimy w parku przy ul. Gen. Dąbrowskiego. Zaczynamy od pomnika Ofiar Epidemii Tyfusu. Niedługo po wojnie w parku pochowano .ponad tysiąc ofiar tej choroby. To jednak jedyny smutny akcent naszej dzisiejszej wycieczki. Wyruszamy do miejsc, które dawni gdańszczanie, wybierali na miejsce odpoczynku. Zwiedzając dawne kolonie domków letniskowych, warto najpierw przejść się suchymi fosami Grodziska -zachęca Piotr Mazurek.
Jedną z takich fos zbliżamy się do kolejnego punktu spaceru. Lunety Selarmonta. – Fosy były suche, bo, żeby skutecznie się bronić, nie trzeba ich było napełniać wodą – objaśnia przewodnik. – Objuczony sprzętem żołnierz; z ponad dwumetrowym l muszkietem, wspinający się po zboczach fosy był doskonałym celem, dla znajdujących się na jej szczycie strzelców. Słuchając opowieści o walkach na Grodzisku zbliżamy się do celu wędrówki, dawnych kolonii wypoczynkowych i starego, naturalnego toru saneczkowego. – Dziś okolice te nazywa-ją się koloniami Jordana, Przybyszewskiego czy Ochoty. Wcześniej nosiły, oczywiście, imię niemieckie nazwy – wyjaśnia Piotr Mazurek. – Początkowo domki budowali i kupowali bogaci gdańszczanie, często też wynajmowali je przyjezdnym pragnącym odpocząć w cichej okolicy. Później do parterowych drewnianych chatek z altankami zaczęli przeprowadzać się ci, których nie było stać na mieszkanie w drogich kamienicach, np. na Starym lub Głównym Mieście. Gdy tylko spadł pierwszy śnieg, okolice kolonii natychmiast wypełniał tłum gdańszczan z sankami. Było to popularne miejsce zimowego wypoczynku. Także dziś chętni mogą spróbować przejażdżki po ośnieżonych stromych .zboczach. To tylko kilkadziesiąt metrów od placu Zebrań Ludowych!

1. Pomnik Ofiar Epidemii Tyfusu
Znajdziemy go w parku przylegającym do jednej z fortyfikacji Grodziska, przy ul. gen H. Dąbrowskiego. Wśród drzew parkowych alejek w okresie od kwietnia 1945 do kwietnia 1946 roku pochowano ponad tysiąc ofiar epidemii tyfusu, która wybuchła wśród więźniów gdańskiego aresztu przy ul. Kurkowej. Wśród zmarłych byli zarówno Niemcy, jak i Polacy. Pomnik ofiarom tej strasznej choroby postawiono w tym roku, staraniem m.in. Związku Mniejszości Niemieckiej w Gdańsku.

2. Luneta
To jedna z najbardziej wysuniętych fortyfikacji Grodziska – wyjaśnia Piotr Mazurek. – Nazwano ją tak ze względu na jej kształt oraz nazwisko inżyniera, który zaprojektował ten fragment miasta, z założenia obronny.
Dziś Lunetę Selarmonta przecina ulica Dąbrowskiego. Nasz przewodnik zdradza nam ciekawostkę dotyczącą tej części Grodziska. Po dziś dzień trwają poszukiwania podziemnego przejścia łączącego lunetę z pozostałymi fragmentami fortyfikacji. Mimo upływu, lat nie udało się go jeszcze znaleźć. – Oprócz swojej małej tajemnicy, latem luneta to wspaniały punkt rekreacyjno-widokowy – mówi nasz przewodnik.

3. Cmentarz żołnierzy Radzieckich
Znajdziemy go nieco powyżej cmentarza Garnizonowego w Gdańsku. Ascetyczny plac zdobi tylko pomnik i kilkaset stalowych radzieckich gwiazd z nazwiskami tych, dla których gdański odcinek wojennego frontu okazał się tym ostatnim. Dla jednych sowieccy żołnierze byli wyzwolicielami, dla innych krwawymi zdobywcami miasta. Gdy weszli już do Danzig puścili z dymem znaczną część grodu. Palili, gwałcili i rabowali. – Historycy szacują, że w walkach o Gdańsk w 1945 roku poległo po- nad 15 tysięcy żołnierzy radzieckich- opowiada przewodnik.

4. Tor saneczkowy
Znajdował się niegdyś w parku tuż obok jednej z kolonii – Przybyszewskiego. By go odnaleźć, należy, wspiąć się do góry ul. Generała Gietguda. Niegdyś tor miał. kilka tras, jedna była przeznaczona dla “zawodowców”, drugą mogli zjeżdżać zwykli mieszkańcy – tłumaczy Piotr Mazurek. Także dziś, gdy spadnie śnieg, można spróbować jazdy na sankach po trasach, jakimi śmigali dawni gdańszczanie. Zjeżdżając główną alejką parku znaleźlibyśmy się niedaleko cmentarza Garnizonowego, tuż obok placu Zebrań Ludowych. .

5. Brama i muszla
Ta ostatnia jest chyba najbardziej charakterystycznym miejscem placu. Zbudowano ją w latach pięćdziesiątych. Mimo że od tego czasu przeszła kilka remontów, ciągle jest obiektem, na którym wyżywają się wandale. – W okolicach Bramy Oliwskiej znajdowały się kiedyś także karczmy, Oliwska i Jerozolimska – kontynuuje opowieść nasz przewodnik. – W jednej z nich ostatni posiłek podawano skazańcowi, z karczmy wychodził na swoją ostatnią drogę. Dziś na placu Zebrań Ludowych latem odbywają się koncerty. W połowie lat osiemdziesiątych stał tu niesławny park rozrywki “Cricoland”. Zamknięto go, gdy okazało się, że rozrywka uprawiana w nim, może być niebezpieczna dla zdrowia i-życia.