Spacery po Gdansku





408 schodów do nieba

Ile historii zaklętych jest w murach bazyliki Mariackiej? Czy miejsce, w którym byliśmy tyle razy może nas jeszcze czymś zaskoczyć? Czy przekraczając pierwszy raz jej próg odkryjemy sekrety i tajemnice tej największej gdańskiej świątyni? Podobno przepływa przez nią pozytywna energia, która sprawia, że czujemy się lepsi, bardziej rześcy i wypoczęci.
Kto energii pozytywnej zaczerpnie, ten będzie miał siły by pokonać wszystkie schody prowadzące na wieżę kościoła. Ile ich jest? Są tacy, co nie ufają wymalowanym, co jakiś czas liczbom i rachują sami. Ile wyszło? Zawsze powinno ich być 408. Gdy dojdzie się już z kościelnej wieży pod samo niebo i spojrzy na dach świątyni, widać, że jedna z wież jest w innym odcieniu zieleni niż pozostałe.
- Ona jedna ocalała z wojennej pożogi – opowiada Piotr Mazurek, przewodnik PTTK, który odkrywa ciekawostki świątyni. Gdy schodzimy z kościelnego nieba, mijamy żelazne dźwigary przytrzymujące konstrukcję. – Niegdyś te konstrukcje były drewniane – tłumaczy przewodnik. – Co ciekawe, było ich o wiele więcej i ich ciężar był o ponad 20 proc większy niż obecnie!!!
Prosto z nieba trafiamy na ziemię. I na chwilę zahaczamy o piekło. To bazylika przeżyta, gdy w 1945 roku radzieccy żołnierze wysadzali dynamitem nagrobne płyty na świątynnej posadzce.
- Kilkaset wieków wcześniej miejsca pochówku w świątyni były też atrakcyjną lokatą kapitału. Zdarzali się “obrotni” handlarze, którzy drogo odsprzedawali mieszczanom wykupione miejsca – opowiada przewodnik.
Czy będąc w bazylice tak naprawdę jesteśmy na ziemi? Bo chyba nic tu ziemskie nie jest… Gdy w pobliżu ołtarza głównego staniemy przed epitafium poświęconemu gdańskiemu rodowi Ferberów zobaczymy, że jego centralną postać zajmuje figurka chłopca, sprawiającego wrażenie jakby zaraz chciał z epitafium wypaść.
Gdy do Gdańska zawitał król, dostojnego gościa pobiegli powitać także Ferberowie mieszkający w kamienicy przy ul. Długiej 28. Zostawili w domu małego Konstantyna , późniejszego burmistrza. Ciekawski malec wypadł z okna. Uratował go Kaszuba niosący na grzbiecie kosz śledzi, w którym malec szczęśliwie wylądował.
Bazylika. Na pewno nieziemska. Jakby bliżej nieba.